Podróż do przeszłości

Najpierw był spacer śladami Freda Zinemmana – słynnego reżysera m.in. W samo południe i Stąd do wieczności. Teraz przyszła kolej na miejscowe kina. W ramach najnowszej inicjatywy Fundacji RzeszowskiejKino, którego nie ma –  mogliśmy wziąć udział w pokazach filmowych, zwiedzić kabinę projekcyjną kina Zorza oraz wyruszać w podróż w czasie szlakiem dawnych rzeszowskich kin pod przewodnictwem Katarzyna Hadały i Vito Macaluso. Ta dwójka stworzyła interesujący przewodnicki duet oparty na kontraście. Ona – inicjatorka projektu i autorka publikacji Kino, którego nie ma –  analizowała wpływ polityki PRL na rzeszowską kulturę kinową. On – pasjonat – amator lokalnej historii, przedstawiciel pokolenia, które dorastało w PRL-u – okraszał swoje opowieści o rzeszowskich kinach licznymi anegdotami.

Funkcję wehikułu czasu pełnił zabytkowy autobus. Po wejściu na pokład czerwonego Jelcza szybko okazało się, że na czas trwania podróży muszą wystarczyć nam widoki za oknem – słowa przewodników skutecznie zagłuszały dźwięki silnika autobusu. Dawny budynek kina Świt (dawniej Gwardia), znajdujący się na terenie jednostki wojskowej – pierwszy przystanek na trasie, uruchomił wśród uczestników lawinę wspomnień. Niektóre osoby zaczęły sobie przypominać, że grano tam westerny – inne, że podłoga kina dosłownie trzeszczała od ziaren słonecznika, a w środku panował przejmujący ziąb. Jazda Rzeszowska jest świetnym przykładem na to jak z rozmów ze zwykłymi ludźmi powstaje historia mówiona.Ta metoda rejestrowania wspomnień została już wcześniej użyta w Rzeszowie podczas projektu Mikrohistorie. Miał on na celu stworzenie Rzeszowskiego Archiwum Społecznego – platformy archiwaliów zawierającej zdjęcia i nagrane wspomnienia Rzeszowian. Projekt Kino, którego nie ma wpisuje się również w powyższy trend tworzenia mikrohistorii. Jak podkreśla Katarzyna Hadała – z powodu braku opracowań, większość opowieści o rzeszowskich kinach z okresu PRL pochodzi z przekazów ustnych. Jak wielki wpływ mogą mieć te przekazy na wyobraźnię słuchaczy, świadczy historia pana Piotra – jednego z przewodników naszej wycieczki, który od kilku lat próbuje określić dokładne położenie dawnego Kina Przodownik. To miejsce o nazwie budzącej skojarzenia z epoką głębokiego socrealizmu, jest świetnie znane mieszkańcom osiedli Dąbrowskiego i Piastów. Większość pytanych rozmówców wie, że znajdowało się ono na ul. Dominikańskiej (dawna ul. Pstrowskiego) w okolicach Klasztoru Dominikanów i Szkoły Podstawowej nr 10. Tylko, że te dwa punkty orientacyjne dzieli spora odległość. A położenia Przodownika nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić. Kino, w którym pokolenie wyżu lat 50. po raz pierwszy oglądało kreskówki Disneya, widnieje teraz tylko na czarno białych zdjęciach na środku polnej drogi nieznacznie przypominającej dzisiejszą Dominikańską. Pan Piotr mówi, że jako rodowity mieszkaniec osiedla Dąbrowskiego poczuł się w obowiązku określić dokładne położenie Przodownika. Twierdzi, że dzięki pomocy znajomych geodetów jest w stanie dokładnie określić miejsce, gdzie znajdowało się to kino. Mimo jego wiarygodnie brzmiących zapewnień, niektórzy uczestnicy Jazdy Rzeszowskiej  mają jednak odmienne zdanie na temat lokalizacji Przodownika. Tajemnica położenia tego kina – baraku wydaje się nie dawać spokoju jego dawnym bywalcom. Zupełnie inne emocje wzbudza dawny Dom Kultury WSK, niegdysiejsza siedziba kina Mewa (dzisiaj Instytut Muzyki UR) majestatycznie górujący nad osiedlem Dąbrowskiego. Budynek w stylu klasycznego socrealizmu do dzisiaj jest celem wycieczek studentów architektury. Historia Mewy nie wywołuje sporów, lecz nostalgiczne wspomnienia. Tuż po wejściu do Instytutu Muzyki, uczestnicy Jazdy rzeszowskiej zaczynają sobie nagle przypominać swoje dawne wizyty w tym miejscu. Dla niektórych Mewa na zawsze będzie kojarzyć się z seansami dla najmłodszych widzów. Inni –wspominają bale karnawałowe dla dzieci lub zajęcia dodatkowe w tzw. Sali Kominkowej. Ktoś przypomina sobie, że na pasie zieleni otaczającym budynek dawnego Domu Kultury odbywało się kino letnie. Patrząc na ogrodzenie szczelnie oddzielające skwerek od chodnika, wydaje się to nierealne. To wspaniałe, że w przeszłości przestrzeń Domu Kultury WSK pełniła tak różne funkcje i była do dyspozycji mieszkańców osiedla. Współcześnie z budynku Instytutu Muzyki dobiegają dźwięki prób studentów wydziału muzyki. Marzy mi się, żeby na schodach Instytutu lub w pobliskim parku odbywały się cyklicznie wydarzenia muzyczne. Koncert pamięci M. Jacksona, to zdecydowanie za mało. We wspomnieniach wielu osób Dom Kultury WSK jawi się jako instytucja kultury z prawdziwego zdarzenia. A każdą instytucję kultury tworzą przede wszystkim ludzie. Niektórzy wspominają postać Andrzeja Listwana – nieżyjącego kierownika literackiego kabaretu Meluzyna mającego swoją siedzibę w Domu Kultury WSK. Ja zapamiętałam Andrzeja Listwana jako starszego pana akompaniującego na pianinie podczas zajęć tanecznych na początku lat 90. ubiegłego wieku, Dużo później poznałam jego świetne fotografie powojennego Rzeszowa. Wielu osobom postać Listwana kojarzy się wyłącznie z nazwą placu naprzeciwko Instytutu Muzyki noszącym jego imię. To wspaniale, że pamięć o ludziach, którzy mieli swój wkład w rozwój kultury miasta jest kultywowana poprzez przywoływanie anegdot i wspomnień związanych z ich działalnością. Świetnym przykładem takiej formy rozmów o przeszłości było spotkanie z byłymi pracownikami nieistniejącego już kina ApolloBarbarą i Józefem Matwijami. Spotkanie fascynujące, szczególnie dzięki barwnej, lecz pozbawionej sentymentalizmu relacji Barbary  Matwij obfitującej w szczegóły funkcjonowania kina w czasach ustroju socjalistycznego. Z tej opowieści mogliśmy dowiedzieć się, że Apollo w przeciwieństwie do Zorzy, nie było kinem premierowym – grano w nim filmy, które już zeszły z ekranu. Mimo tego, to kino cieszyło się ogromną popularnością, zwłaszcza wśród młodzieży. Za dobór repertuaru odpowiadał kierownik, który raz tygodniu jeździł do Warszawy na tzw. pokazy specjalne podczas których wybierał te tytuły, które będą grane w jego placówce. Zofia Matwij wspomina, że udało jej się wybrać dla Apollo Wejście Smoka z Brucem Lee. Całą treść tego filmu musiała najpierw opowiedzieć swoim współpracownikom, którzy ponaglali ją słowami: – Kierowniczko, opowiadaj. Nie do pomyślenia dzisiaj, gdy trailery i teasery, zdradzające nierzadko wiele szczegółów akcji na długo przed oficjalną premierą. W swojej opowieści dawna kierownik Apollo nie pominęła mniej przyjemnych aspektów pracy w kinie – desperackich prób wyprzedania biletów na pokazy filmów, na których mieli być obecni partyjni oficjele, żmudnego sprzątania podłogi sali kinowej z łupin słonecznika. Wreszcie –nierównej walki o istnienie Apollo z właścicielem kamienicy, w której mieściło się kino. Z tych wszystkich opowieści, również z opowieści jej męża-operatora kinowego, przebija jedno  pracownicy kina w tamtym okresie kochali swoją pracę, a kino traktowali jak drugi dom. To autentyczne zaangażowanie miało najwyraźniej wpływ na klimat tego miejsca, skoro na spotkaniu z małżeństwem Matwijów przyszło mnóstwo osób. A ich opowieści nagrodzono gromkimi brawami. Słowa jednego z uczestników Jazdy Rzeszowskiej  podsłuchane gdzieś  na trasie Jazdy świadczą, że takie spotkanie mają wciąż sens i mogą inspirować do działania: – Nie interesuje mnie na siłę odtwarzanie dawnego klimatu Apollo, ale przenoszenie do kultury miejskiej tych elementów tego kina, które mogłyby świetnie przyjąć się w nowej miejskiej rzeczywistości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s